Limerick ze swoimi 92,500 tysiącami mieszkańców jest trzecim co do wielkości miastem w Irlandii. Mówi się także, że jest to ,,Polski Dublin”, szacuje się, że w mieście tym mieszka około 15 000 przybyszów z nad Wisły. Luimneach założyli Duńczycy w 812 roku, był stolicą królestwa Limerick a później siedzibą królów Munsteru. Miasto posiadające ponad 12 wieczną historię dochowało się sporej ilości zabytków i ciekawych miejsc do odwiedzenia, jednym z nich, chyba najsłynniejszym jest Zamek Króla Jana (King John’s Castle).
Osobiście odwiedziłem Limerick dwukrotnie. Za pierwszym razem króciutko, nie udało mi się nawet wjechać do centrum miasta ale raz kolejny był dłuższy, choć myślę, że i tak było to tylko powierzchowne liźnięcie. W hrabstwie Limerick znaleźliśmy się 13 września ubiegłego roku, dwa dni po naszych niezapomnianych wojażach, które obejmowały Wyspę Achill , Inishmore na Wyspach Aran a także Connemarę . Zaplanowaliśmy krótki, paru godzinny postój w Limerick, a konkretniej chcieliśmy zobaczyć Zamek Króla Jana – pokaźną budowlę z 12 wieku. Tuż po zwiedzaniu nasz grafik zakładał, że jedziemy dalej, w kierunku południowo-zachodnim aż do Półwyspu Dingle i Pętli Kerry. Na to wszystko mieliśmy 4 dni, tak więc dłuższa wizyta w Limerick odpadała a przypuszczam, że spokojnie trzeba by było przeznaczyć z jeden cały dzień na zwiedzenie tych wszystkich zabytków się tam znajdujących, na poznanie i poczucie tego miasta. O wspomnianym zamku nie wiedziałem zbyt wiele, kojarzyłem, że jest ale nic poza tym. Dopiero lektura na blogu zaprzyjaźnionej blogerki podkręciła moje apetyty na odwiedzenie King John’s Castle.
Coole Park and Gardens to rezerwat przyrody, park i ogród w jednym. Na jego terenie znajdują się tereny bagienne, zadrzewione, jałowe skaliste połacie, rzeka, jezioro, rezerwat jeleni. Położony niedaleko miasta Gort (
Nazwa Galway pochodzi prawdopodobnie od nazwy Galvia, który był księciem mitycznej krainy Fir Bolg. Książę ów utonął w rzece nazywanej wcześniej rzeką Galwey, a obecnie rzeką Corrib. Inna legenda mówi o tym, iż nazwa Galway wywodzi się z irlandzkiego Gaillimh co oznacza w staroirlandzkim cudzoziemca. , tak więc nazwa może oznaczać "miejsce cudzoziemców". Cudzoziemcami mogą być osadnicy anglo-normańscy, którzy przybyli tu w XIII w.
Irlandia obfituje w wiele różnego rodzaju rezydencji, efektownych pałacyków i dworków. Niektóre z nich zachowały swoją świetność, są zadbane i regularnie pielęgnowane. Posiadłości są własnością albo państwa albo znajdują się w prywatnych rękach. Nierzadko bywa, że dana rezydencja jest pod opieką rodzin od stuleci.
25 kilometrów na wschód od Galway leży Antenry. To niewielkie miasteczko, liczące zaledwie 3200 mieszkańców słynie z dobrze zachowanych murów obronnych, zamku i słynnej irlandzkiej ballady: “The Fields of Athenry”.
Serię prezentującą zabytki Galway rozpoczyna katedra, którą do końca nie wiadomo, czy można uznać za zabytek, czy też nie. Otóż została ona wybudowana w latach 1958 - 1965, na miejscu danwego więzienia miejskiego. Podczas konsekracji w 1965 roku, dokonanej przez kardynała Richard Cushing'a otrzymała tytuł Wniebowzięcia NMP i św. Mikołaja.
Za oknami od kilku tygodni aura do najmilszych nie należy, jest zimno, mokro, wietrznie więc proponuję aby przenieść się w czasie, aby zorganizować swego rodzaju powrót do przeszłości. Nieodległej, liczącej sobie 5 miesięcy ale gwarantuję, że podróż będzie ciekawa i w kontekście dnia dzisiejszego, ciepła oraz przyjemna.
Pewnego sierpniowego weekendu nabraliśmy ochoty na wycieczkę w plener. Krótkie poszukiwania internetowe skierowaly moją uwagę na Brigit’s Garden, mało znane, a – jak sie okazało - absolutnie cudowne miejsce niedaleko Galway.
Podczas lata nie raz zastanawiamy się, gdzie wybrać się na niedzielną wycieczkę, gdzie można zobaczyć coś interesującego. Często wybieramy dalekie kierunki, nie zdając sobie sprawy, iż w najbliższej okolicy Galway, lub w samym mieście, znajdują się miejsca warte odwiedzenia. Jednym z takich miejsce na pewno są porośnięte bluszczem, położone nad brzegiem rzeki Corrib ruiny Menlo Castle.
O Connemarze napisałem już tutaj parokrotnie, za każdym razem z dużym entuzjazmem i podziwem dla tej niesamowitej krainy. Napiszę raz jeszcze, tym razem z perspektywy górołaza, opiszę wędrówkę po szczytach Twelve Pins, kilkugodzinną wspinaczkę nasiąkniętą zmęczeniem, wiatrem, deszczem, zimnem i mgłą, poprzeplataną promieniami słonecznymi oraz ciężkimi chmurami wiszącymi tuż nad naszymi głowami. Góry, choć stosunkowo niewielkie, to jednak majestatyczne i przede wszystkim dające nieprawdopodobne pejzaże i panoramy.
Wjeżdżając do Cong chcieliśmy jak najprędzej odnaleźć Ashford Castle. Na szczęście od razu się to nie udało. Na pierwszy ogień, jakgdyby przystawka do głównego dania, poszły ruiny, na które przypadkiem natrafiliśmy.
Tak jak Wrocław czy Poznań mają Ostrów Tumski, gdzie skupia się życie religijne miasta, tak Galway ma Nun's Island i leżące przy niej dwie wyspy: jedną z katedrą, drugą zaś z katolicką szkołą i zespołem kościelno - klasztornym. Jednak szczególną uwagę zwrócę na Nun's Island, jako że ta wyspa ma najciekawszą historię i jest wyodrębniana jako dzielnica Galway.
Wyspy Aran od zawsze uchodziły za bezkompromisowe. Są symbolem surowości, próżno tam było szukać wygód, pogoda z reguły nie rozpieszczała a ludzie, których los rzucił w to miejsce uchodzili za twardych i zaradnych. Na co dzień mówi się tam językiem gaelickim, co czyni arańskie wyspy jeszcze bardziej irlandzkie, dodając im niepowtarzalnego klimatu i uroku.Jakby potwierdzeniem tego stwierdzenia, że Wyspy Aran czasami dosyć szorstkie są dla ludzi, było nasze nań przybycie. Opętańczy deszcz i porywisty wiatr sprawiły, że nie łatwy i trudny dla nas to był początek. Noc, którą dane nam było przeżyć okazała się nocą z dreszczykiem emocji, nocą nie dającą snu szybkiego, łatwego i przyjemnego. Trzeba się było nacierpieć aby ją pokonać.
Chciałbym przenieść Was do Strokestown, miasta w środkowej części Zielonej Wyspy. Znajduje się tam Irlandzkie Narodowe Muzeum Głodu (Irish National Famine Museum). Strokestown leży w hrabstwie Roscommon, 108 kilometrów na wschód od Galway. Mieści się tam Strokestown Park – nad wyraz dobrze zachowana Rezydencja z ponad 300 letnim stażem. Posiada ona rozległe Ogrody oraz wspomniane Muzeum Głodu, zorganizowane w dawnych stajniach. Planowaliśmy odwiedzić Strokestown Park już jakiś czas wcześniej. Udało się dopiero 18 kwietnia a to głównie dlatego, że w okresie zimowym jest tam zamknięte. Cieplutki, bezchmurny i słoneczny dzionek skusił nas do tego, aby zapakować się do samochodu i ruszyć w podróż. Już w Strokestown, znalazłszy się na terenie rezydencji, zaparkowaliśmy auto i poszliśmy kupić bilety. Wejściówki dla osoby dorosłej, na zwiedzanie głównego domu, ogrodów i muzeum głodu kosztują 12 euro. Mieliśmy na tyle szczęścia, że o godzinie 14:30 zaczynała się druga tego dnia wycieczka (pierwsza o 12:00) do wspomnianej rezydencji (domu). Można tam wejść tylko i wyłącznie z przewodnikiem i takie zwiedzanie trwa mniej więcej godzinę. Całość otwarta jest w godzinach 11:00-17:00 i w międzyczasie odwiedzający mogą się posilić w znajdującej się w objęciach posesji – jadłodajni.
Jedną z najpiękniejszych i najpopularniejszych dzielnic Galway jest, zlokalizowane nad ujściem rzeki Corrib do zatoki, Claddagh. Swoją nazwę dzielnica zawdziecza irladzkiemu słowu "cladach", które oznacza skalistą plażę, nabrzeże. Przez wieki z tej "skalistej plaży" rybacy zaopatrywali ludność Galway w ryby i owoce morze, sprzedając je także na placu przy łuku hiszpańskim. Mieszkańcy Claddagh od początku istnienia osady (V wiek) zajmowali się rybołówstwem.
Wyspy Aran są jedyne w swoim rodzaju, to nie ulega żadnym wątpliwościom. W Irlandii z pewnością nie ma drugich podobnych. Nie wiem jak jest na dwóch pozostałych (Inishmaan oraz Inisheer), być może jeszcze bardziej odludnie i dziko ale wizyta na największej z nich pozostanie w mojej pamięci na długo. Tak samo jak pewna rzecz, która jest szalenie charakterystyczna i która pojawiała się za każdym razem kiedy odwracałem głowę. Czy w lewo, czy w prawo, czy przed siebie. Było wszędzie i otaczało nas ze wszystkich, możliwych stron. Kamienne murki, bo je mam na myśli ciągną się podobno na odległość 3 tysięcy kilometrów. Są wszędzie, wyspa jest nimi poprzecinana i stanowią nieodzowną część krajobrazu. Murki te składają się z kamieni, których na Inishmore od zawsze było pod dostatkiem. Kamienie te są poukładane w taki sposób, że strasznie trudno jest jakiś z takiego muru wyciągnąć. Wydawać by się mogło, ze skoro do ich budowy nikt nie używał żadnej zaprawy, to powinien się on prędzej czy później rozwalić. Nic bardziej mylnego. Murki stoją i nie sposób je ruszyć. Jako że na Aranach nie występują drzewa to też nie ma znanych nam dobrze płotów, są murki. Główne ,,dobro naturalne” stanowi kamień i skała, zostały one wykorzystane praktycznie w stu procentach.
Park Lough Key przez wiele stuleci intrygował ludzi swoimi pięknymi widokami, niespotykaną fauną i florą, historycznymi budynkami i malowniczymi wysepkami.
Rahoon - zlokalizowany we wschodniej części Galway - uchodzi wśród Galwayczyków za najbardziej niebezpieczną dzielnicę miasta. Z Rahoon pochodzi morderca szwajcarskiej studentki Mannueli, która straciła życie po trzech dniach pobytu w Galway; Rahoon był miejscem schronienia sprawcy ostatniej strzelaniny na Whitestrand Road, w wyniku której został ranny 21-letni deliwer pizzy (przy okazji należy dodać, iż jego korzenie też wywodzą się z Rahoon, a strzelanina była wynikiem porachunków rodzinnych); z Rahoon wywodzi się także wielu innych, dobrze znanych Gardzie przestępców.
Za każdym razem, kiedy przejeżdżałem przez Connemarę nigdy nie trafiłem w jej południowe rejony. Wyjeżdżając z Galway praktycznie wszyscy wybierają N59, drogę najłatwiejszą, najbardziej popularną oraz pokazującą te piękne tereny w sposób chyba najwłaściwszy. Oczywiście najwłaściwszy jeśli jedzie się samochodem, bo całkiem inaczej odbiera się Connemarę maszerując przez nią pieszo. Tak więc jest droga N59 ale jest również droga R366, ciągnąca się niemal poziomym, kilkudziesięciu kilometrowym odcinkiem wzdłuż północnego wybrzeża nad zatoką galway’owską.
Położony kilkanaście kilometrów od Galway Zamek Ashford jest wspaniałym miejscem na ucieczkę od miejskiej rzeczywistości oraz relaks wśród zieleni otaczającej zabudowania zamkowe. Na odwiedzających zamek podróżnych czeka wiele atrakcji takich jak: podróż statkiem po jeziorze, pole golfowe, rozległe ogrody, hotel i restauracja zamkowa, czy też nastrojowa kawiarnia w typowej starej zabudowie irlandzkiej.