Od poniedziałkowego wieczoru trwały poszukiwania polskiego nurka Artura Kozłowskiego, który zaginął podczas eksploracji jaskini Pollonora niedaleko Gort w Co. Galway. Wszyscy są mocno wstrząśnięci tym, co się wydarzyło, ponieważ Artur to jeden z najlepszych nurków jaskiniowych. W zeszłym roku został uhonorowany tzw. Kolosem, nagrodą za największe osiągnięcie w kategorii eksploracji jaskiń.
Do Irlandii przyjechał w 2006 roku i jak sam mówił podczas jednej z prezentacji, miał wówczas na swoim koncie zaledwie 13 nurkowań w ciepłych wodach Zatoki Arabskiej i szkolną wycieczkę do Jaskini Niedźwiedziej. Na Zielonej Wyspie jego pasja osiągnęła najwyższy poziom. Kochał to, co robił i tym żył.
Pamiętam, jak jeden z jego kolegów opowiadał mi o Arturze, o jego wyczynach, o miłości do nurkowania. Opowiadał także o eksploracji jaskini w okolicach Gort. Nizinny teren wokół tego miasta nie zdradza nawet tego, co kryje pod ziemią. Znajduje się tam bowiem jeden z największych systemów jaskiń w Europie, w większości jeszcze nie zbadany. Okolice przecinają trzy rzeki, które trafiając na teren wapienny, całkowicie znikają pod ziemią. Artur Kozłowski rozpoczął w tym rejonie badania, pewnego rodzaju projekt polegający na znalezieniu połączenia między jaskiniami Polltoophill w Castletown i Polldeelin w Kiltartan na nizinie Gort. Początkowo udało mu się dokonać penetracji na odległość 400 metrów i tym samym pobił rekord ustanowiony w tej jaskini przez Martina Farra, znanego nurka i speleologa. Później Artur podejmował kolejne próby. Kiedy okazało się, że głębokość jaskini osiąga do 45 metrów stała się ona jedną z najgłębszych jaskiń w Irlandii. Każde z tych nurkowań było bardzo niebezpieczne, zwłaszcza ze względu na bardzo słabą widoczność i często wysoki stan wody w jaskini.
W poniedziałek 5 września podjął kolejną próbę…
Teraz już wiemy, że znaleziono ciało Artura na głębokości 46 metrów. Wyrazy współczucia dla rodziny, wszystkich znajomych i przyjaciół.
Iwona Mazurek
