Była mroźna, grudniowa noc. Około 3 nad ranem mieszkaniec Ballybane, Galway, usłyszał wycie alarmu pożarowego. Sprawdził, że dym dochodził z zewnątrz, więc wybiegł przed dom. Wtedy też zobaczył kłęby gęstego dymu, wydobywające się z domu jego starszego sąsiada, Michaela. Kiedy nie udało mu się dostać do środka, wezwał służby ratownicze. Nietety, strażacy znaleźli spalone już szczątki mieszkańca domu.
Zakończono właśnie śledztwo w sprawie tajemniczego pożaru tej grudniowej nocy, w którym doszczętnie spłonął tylko 76-letni emeryt – ślady ognia znaleziono jedynie bezpośrednio pod ciałem oraz na suficie powyżej, reszta budynku, ani nawet sprzęty w pokoju nie zostały tknięte przez płomienie.
Nie znaleziono śladów żadnych substancji łatwopalnych, wykluczono także, jakoby ofiara zapaliła się od kominka, przy którym znaleziono ciało. Z dużym prawdopodobieństwem wykluczony został też udział osób trzecich. Znalezione szczątki przypominały te po planowej kremacji, a więc temperatura ognia musiała być ogromna, niemożliwa do uzyskania na otwartej przestrzeni bez dodatkowych substancji palnych. Co w takim razie spowodowało płomienie, w których zginął staruszek? Koroner na zachodnie Galway oficjalnie określił wczoraj przyczynę śmierci staruszka jako ,samozapłon’ i dodał, że w ponaddwudziestopięcioletniej karierze nie spotkał się nigdy z takim przypadkiem. The Independent podaje również, że jest to pierwszy udokumentowany przypadek śmierci w wyniku zamozapłonu w Irlandii.
