A lasy spłonęły i tak. Ponad 1000 hektarów drzewostanu poszło z przysłowiowym dymem tylko w zeszłym tygodniu. Straty szacowane są na ponad 7 milionów euro. A powodem pożarów, wbrew pozorom, nie jest wcale wyjątkowo ostatnio łaskawa pogoda.
Właścicielem największej powierzchni zalesionych terenów w Irlandii jest Coillte, organizacja promująca innowacyjne i ekologiczne rozwiązania w dziedzinie zarządzania zasobami naturalnymi w Irlandii. W ciągu ostatnich kilku dni firma straciła prawie 1000 hektarów lasu, najwięcej w hrabstwach Mayo i Galway. Głównym powodem pożarów są, według przedstawicieli Coillte oraz innych poszkodowanych, niekontrolowane wypalania janowca (ang. gorse, rodzimy kolczasty krzew z żółtymi kwiatami, porastający bujnie okolice torfowisk) na prywatnych terenach.
Ekolodzy i poszkodowani wystosowali już pismo do Ministra Rolnictwa, w którym to oskarżają farmerów o wymuszanie wypłat w ramach tzw. Jednorazowej Wypłaty dla Farm (Single Farm Payment). Są ponoć dowody na celowe podpalenia nieużytków. Poza nieuczciwością takich poczynań poszkodowani podkreślają niepowetowane straty dla środowiska, w tym dla rzadkich gatunków flory i fauny zamieszkującej - nie tak w końcu liczne - lasy irlandzkie, a także bezpośrednie zagrożenie życia strażaków gaszących pożary.
W Donegal spłonęło w ostatnich kilku dniach 550 hektarów lasu. W Mayo i Galway kolejnych 250. To czterokrotnie więcej, niż średnio przez rok, porównując poprzednie lata.
The Independent
