Wielu uważa, że trudna sytuacja życiowa zabija humanitarne odruchy człowieka. Społeczne patologie są podawane jako główny powód bestialskich zachowań młodych ludzi wobec zwierząt, a pomysłowość człowieka w dziedzinie dręczenia "braci mniejszych" wydaje się nie mieć granic. Wśród publikacji o kolejnych kociętach porzuconych w pojemniku na używaną odzież czy kolejnym psie porzuconym w lesie przez okrutnych właścicieli, zaskakująco pogodny okazał się artykuł we wtorkowym The Independent, tytuł: ,,Dzielny właściciel skacze na ratunek królikowi wrzuconemu do rzeki’’.
A oto co się wydarzyło: w niedzielny wieczór na O’Connell Bridge (główny most w centrum Dublina) jakiś dureń wyrzucił niewinne zwierzę przez barierkę, wprost do zamulonych i niezbyt ładnie pachnących wód rzeki Liffey. Królik nie jest, jak wiadomo, zwierzęciem wodolubnym; bohater niniejszej historii nie był wyjątkiem i byłby niechybnie utonął, gdyby nie szalona akcja ratunkowa jego właściciela. Około 200 osób podziwiało godny bohatera filmu akcji skok z mostu wprost do rzeki, na ratunek tonącemu pupilowi. Królik został ocalony, a jego właściciel – nota bene bezdomny młody człowiek – został bezpiecznie wyłowiony z rzeki przez służby ratunkowe. Tłum gapiów nagrodził parę przyjaciół gromkimi brawami, a odpowiedzialny za całe wydarzenie trafił w ręce Gardy.
Powiedzenie mówi, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Tak też zapewne poznali się królik i jego bezdomny właściciel, którego niezbyt może rozsądny, ale jakże piękny wyczyn rozgrzewa serca i potwierdza, że szacunek dla słabszych nie jest przywilejem tylko zamożnych.
