W ubiegłym tygodniu nad część Europy ponownie nadciągnęła chmura wulkanicznego pyłu. Zamknięto niektóre lotniska w Niemczech, Austrii, Chorwacji, Szwajcarii oraz na portugalskich Azorach.
Pył wulkaniczny zalega wciąż na wysokości 6 tys. m. Co prawda przeloty na wysokości 10 tys. m nie są zagrożone, jednak ze względów bezpieczeństwa niektóre lotniska odwołały loty. W ciągu weekendu przywrócony został ruch lotniczych nad Włochami, Francją, Hiszpanią i Portugalią. W tym czasie chmura przesunęła się nad centralną Europę. Wciąż problemy są z przelotami nad Atlantykiem, loty kierowane są na trasę przez Grenlandię. Ta trasa jest dłuższa, co powoduje, że samoloty po pierwsze lecą dłużej, a po drugie muszą zabrać więcej paliwa.
Meteorolodzy nie mają jednak dobrych wiadomości ani dla linii lotniczych, ani dla ich pasażerów. Ich zdaniem ruch lotniczy nad Europą w najbliższych tygodniach a nawet miesiącach będzie zależał od kierunku wiatru. Nic nie wskazuje bowiem na to, by wulkan przestał w najbliższym czasie wypuszczać kolejnych chmur. Po wybuchu wulkanu w 1821r. erupcja trwała ponad dwa lata.
Na podstawie PAP