Jedna z ulubionych wersji ziemniaków na Wyspie. ‘Wedge’ po angielsku znaczy ‘klin’ właśnie i dotyczy wszelkich przedmiotów w takim kształcie. Mało kto robi wedges sam, a szkoda – w porównianiu z ziemniakami np. z wody mają same zalety. Po pierwsze, nie trzeba ich obierać (chyba, że używamy nieumytych ziemniaków). Po drugie, nie trzeba się martwić, że się rozsypią w gotowaniu. I wreszcie można je doprawić jak kto lubi, by komponowały się z daną potrawą. Jeśi używamy ich jako dodatku do jagnięciny lub pieczonego drobiu, dobrze dodać gruboziarnistą sól morską, grubo zmielony pieprz czarny i rozmaryn lub tymianek. W daniach z rybą dobrze sprawdza się dodatek estragonu, biały pieprz i biała gorczyca. A w wersji uniwersalnej, lub nawet na szybką przekąskę, robię wedges z czosnkiem granulowanym, vegetą i grubo zmieloną papryką słodką lub chili.
Składniki
Ziemniaki (najlepiej odmiany maris piper, ale mogą być jakiekolwiek)
Olej lub kaczy/gęsi smalec
Semolina (opcjonalnie może być manna lub krupczatka)
Przyprawy
Ziemniaki kroimy wzdłuż na ćwiartki lub ósemki, zależnie od wielkości (nie polecam odmian sypkich, czyli np. rooster i record, bo wedge wychodzą też sypkie i można się udusić przy jedzeniu). W sporej misce, garnku lub plastikowym pojemniku mieszamy kilka łyżek oleju, 2-3 łyżki semoliny (na 4-osobową porcję) i przyprawy. Jeśli mamy smalec, należy go najpierw roztopić. Wrzucamy ziemniaki i wstrząsamy energicznie, aż wszystkie pokryją się mieszanką przypraw z olejem. Wykładamy równomiernie na płaską blaszkę wyłożoną folią aluminiową (mniej zmywania) i pieczemy w 200°C około pół godziny. Miłych wrażeń!
