Wt05222012

Last update12:00:00

Megalityczne Loghcrew i historyczne Kells

Wgryzłem się dość intensywnie w królewskie hrabstwo Meath, jednego tylko dnia udało mi się zobaczyć parę naprawdę interesujących miejsc. Sprzyjała ku temu aura, pomimo że rankiem niebo spowite było chmurami a w powietrzu unosiła się delikatne mgiełka. Niemniej jednak zwlokłem się z łóżka o 7 rano, przygotowałem wszystko do wyjazdu i o 8 byłem już w trasie…Podążyłem tą samą drogą co 24 maja czyli po 40 kilometrach od Longford,  w okolicach Mullingar zjechałem z N4 i po kolejnych 20 kilometrach byłem w Castlepollard.  Następnie skierowałem się na Oldcastle. Właśnie w okolicach tego małego miasteczka znajdują się budowle, które uważane są za najstarsze w całej Irlandii. Skoro tak, musiałem je koniecznie zobaczyć…

 

Groby korytarzowe w Loughcrew

Groby Korytarzowe Louhgcrew (irl. Loch Craobh) na wzgórzach Slieve na Calliagh datowane są na 3500 – 3300 p.n.e, dla porównania bardziej znane Newgrange / Pałac nad Boyne (Brú na Bóinne) powstało między 3100 a 2900 p.n.e. Ciekawostką jest też, że wyżej wymienione grobowce są o kilkaset lat starsze aniżeli słynne Piramidy w Egipcie. Na początku miałem malutkie problemy ze znalezieniem Loughcrew. Byłem na odpowiedniej drodze jednak nie potrafiłem zlokalizować właściwego zjazdu, po paru minutach krążenia jechałem już jednak stromym, wąskim podjazdem w kierunku megalitycznych budowli. Zatrzymałem się na małym parkingu, wziąłem plecak, aparat, zerknąłem na okoliczną tablicę informacyjną i podążyłem w górę. Aby dojść na miejsce trzeba liczyć się z małą wspinaczką, idzie się pod górę, zewsząd towarzyszą pasące się owce, które patrzą się przestraszonym wzrokiem i próbują odstraszyć wędrowców głośnym beeeeee!!!! (a może meeeee!!!!) Po kilkunastu minutach wchodziłem już małą, żelazną bramką na teren grobowców. Widok stamtąd dookoła piękny, choć pewnie lepiej by się to wszystko prezentowało gdyby było klarowniej, gdyby świeciło słonko i było bezchmurnie.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to sporych rozmiarów kopiec, niczym mała górka, na której porozrzucanych było mnóstwo kamieni. Po lewej stronie widnieje malutki nasyp ziemny, otoczony powbijanymi kamieniami a po środku jak gdyby mała wnęka/pomieszczenie, do którego prowadził może 2-3 metrowy, wąski tunel. Wydaje się, że są to pozostałości z jakiegoś grobowca. Można tam zauważyć różne ornamenty, prehistoryczne wzorki przedstawiające pierścienie czy też pozawijane kółka. Główny grobowiec (Cairn T) jest o wiele większy i lepiej zachowany. Najważniejsze, ze można do niego wejść, choć akurat w momencie kiedy ja tam byłem wejście zamknięte było na kłódkę. W środku jest ciemna, mała komora, ściany zdobią malowidła i różnorakie wzorki. Z kolei z drugiej strony tego kopca stoi sobie charakterystyczne, kamienne krzesło, tzw. ,,Krzesło Wiedźmy”. Legenda głosi, że ten kto usiądzie na nim i pomyśli sobie życzenie, to z czasem ono się ziści. Ja niestety zaniedbałem ten moment i tego nie uczyniłem.

Krążyłem po tym niesamowitym miejscu przez około godzinę, chmury nade mną szybko się przemieszczały, trawa z nocy była jeszcze mokra, wiał delikatny wiatr, można było przy odrobinie wyobraźni przenieść się w czasie i spróbować poczuć tę megalityczną atmosferę z czasów epoki kamienia. Nie zdarza się wszakże często być w miejscach o tak bogatej historii, Loughcrew z bagażem ponad 5000 lat budzi wyobraźnię i powoduje, że człowiek mimo woli wchodzi w głęboką zadumę. Dotykałem te wszystkie kamienie, zerkałem do środka grobowca, spoglądałem na całość z wielkim podziwem a jednocześnie z szacunkiem, że taki kawał czasu wstecz a ludzie już próbowali coś budować. Bardzo krzepiące jest to, że przez te tysiąclecia Loughcrew praktycznie w ogóle nic nie straciło ze swej oryginalności. Że nikt nic tutaj nie próbował zmieniać, ruszać czy też burzyć.

Dzień zaczął się nad wyraz dobrze. Dotarłem do mojego pierwszego celu bez większych przeszkód, samo miejsce okazało się bardzo interesujące, delikatnie trudno dostępne, praktycznie w ogóle nieskomercjalizowane (w przeciwieństwie do swojego młodszego brata Newgrange…) Trzeba wspomnieć, że nieopodal na wzgórzu Carnbane West stoi inny grobowiec Cairn L, jest on troszeczkę większy i stoi na ziemi prywatnej. Zlokalizowałem go wzrokowo ale mając na uwadze dalszą drogę nie zdecydowałem się tam pójść. Może następnym razem. Wróciłem do samochodu, zerknąłem raz kolejny w mapę i ruszyłem dalej.

Wymyśliłem sobie, że wjadę głębiej w hrabstwo Meath. Na początek skierowałem się na drogę o numerze R163 i po około 20 kilometrach nieśpiesznej jazdy wylądowałem w Kells.

 

Kells – miasto księgi, wysokiej wieży i celtyckich krzyży…

Miasteczko to znane jest przede wszystkim ze słynnej Księgi z Kells (Book of Kells). Ten bogato iluminowany przez celtyckich mnichów manuskrypt pochodzący z 800 roku znajduje się obecnie (od końca XVII w) w Bibliotece Trinity College w Dublinie, jednak przez większą część Średniowiecza spoczywała w Opactwie w Kells, z tego też powodu używa się określenia Księga z Kells. Uważa się, że manuskrypt zaczęto pisać w Klasztorze na wyspie Iona (w Skocji) natomiast dokończenie nastąpiło już w Kells.

Będąc w Kells zaparkowałem w centrum, opłaciłem parkomat i wyruszyłem na małe zwiedzanie. Z daleka zauważyłem wielką wieżę wysoko wznoszącą się nad miastem. Wieża ta jest uważana za jedno z flagowych miejsc i obiektów w Kells. Powstała w 9 wieku i dzisiaj stoi w miejscu, w którym Święty Kolumba założył klasztor ( rok 554). Oprócz wieży i dziesiątki innych grobów na uwagę zasługują cztery Wysokie Krzyże z 9 wieku. Krzyż Południowy (inaczej Krzyż Św. Patryka i Kolumba) uważany jest za najpiękniejszy. Krzyż Północy to już niestety tylko kikut… Z Krzyża Zachodniego pozostała sama oś, przedstawia on scenę Arki Noego i Salomonowy wyrok natomiast ostatni z krzyży na terenie Kościoła to Krzyż Wschodni ukazujący ukrzyżowanie. Inny wysoki krzyż znajdujący się już w samym mieście to Krzyż Targowy (Market Cross) – rzeźba z 10 wieku.

Samo miasto podobne do innych, o podobnym rozmiarze w Irlandii. Przez Kells prowadzą ruchliwe drogi N3 (Dublin-Donegal) i N52 (Dundalk-Nenagh). Z tego też powodu dziennie przejeżdża tamtędy około 18 000 samochodów. W sumie to miałem wrażenie jakby wzmożonego ruchu, aby przedostać się na drugą stronę ulicy (nie na pasach) musiałem się trochę nastać i wyczekać odpowiedni moment. Zabudowa jest dosyć gęsta, domki są do siebie wąsko poprzyklejane, bywają ulice jednokierunkowe. Kells choć nie spore to jednak tętniące i rytmiczne, widać że cały czas coś się tam dzieje. Opuszczałem je, znów zadowolony, kolejny raz połechtany historią, tym razem nieco młodszą niż miało to miejsce w Loughcrew ale równie ciekawą. Było stosunkowo wcześnie, coś w okolicach południa i naładowany pozytywnymi emocjami, chętny do dalszej przygody obrałem kierunek na Navan…

Więcej zdjęć można znaleźć na stronie internetowej: www.wrobels.pl

Adrian "Ćwirek" Wróbel

 

Jestesmy na Facebooku

Prognoza pogody:

kliknij w obrazek aby zobaczyć szczegóły

 

Statystyki Galway.pl

1'701 osób średnio odwiedza nas codziennie
52'000 osób średnio odwiedza nas miesięcznie
5 min i 6 sec średnio użytkownik spędza na naszej stronie

zainteresowany reklamą? kliknij tutaj <-

Użytkownicy online

Naszą witrynę przegląda teraz 112 gości