W ubiegły piątek wraz Mountaineering Club NUIG wybrałem się na 3 dniowy wyjazd do Kerry, którego głównym celem był górski rekonesans po najwyższym paśmie irlandzkich „pagórków” - Macgillycuddy's Reeks.
Dobrze wyposażona i zorganizowana ekipa podzielona na 3 grupy ruszyła na podbój najwyższego szczytu w Irlandii - Corrán Tuathail (1040 n.p.m).
Wbrew stereotypowym opiniom na temat poziomu trudności w pokonywaniu irlandzkich gór właśnie ten szczyt był prawdziwym wyznacznikiem skali niebezpieczeństwa i zagrożenia czuwającego powyżej poziomu chmur, które jak to na zielonej wyspie zagościły również podczas wyprawy.
Udało nam się zdobyć jeden z trzech tysiączników, Beenkeragh - 1010 n.p.m i dalej niestety, choć serce chciało to rozum nie pozwalał i decyzją kapitana wyprawy musieliśmy zawrócić, gdyż padający deszcz ze śniegiem, przy bardzo silnych porywach zmiennego niebezpiecznego wiatru i widoczności nie przekraczającej kilka metrów spowodował iście zimowa scenerie i można było się poczuć patrząc przed siebie, że właśnie zbliża się koniec...
Z perspektywy polskich Tatr, to była taka polska Świnica w trudnych warunkach, bo poziom trudności naprawdę budził respekt i chwilami nawet grozę.
Po sobotniej wyprawie pozostał wieczorny wypoczynek całego teamu w przytulnym hostelu u podnóża Kilarney National Park, a niedzielny wypad połączony ze zwiedzaniem największego rezerwatu przyrody dopełnił tylko weekend pełen pozytywnych wrażeń i niezapomnianych przeżyć.
Przed wyprawą padło stwierdzenie z moich ust… „zdobyć Corrán Tuathail i można wracać do Polski” - cóż to pierwsze musi poczekać, a to drugie po prostu chyba jeszcze nie jest pisane.
Z górskiego szlaku
Mariusz
