Wt05222012

Last update12:00:00

Największe klify w Irlandii

Calutki tydzień przed rozpoczęciem mojego urlopu był pogodowo bardzo przyjemny. Praktycznie 7 dni non-stop świeciło słońce, było mnóstwo błękitnego nieba, powietrze ciepłe a wiaterek delikatny. W pewnym momencie serce mi się krajało, że tak fajnie jest akurat w przeddzień rozpoczęcia upragnionego wolnego, bo raczej pewne było, że to się w czasie nie przeciągnie. Jak pomyślałem, tak też się stało… Daniel, czyli mój druh zbliżających się wielkimi krokami wojaży, zjawił się w Dublinie niedzielnym popołudniem. Wracając do Longford aura zaczęła się delikatnie psuć. Posypała się na dobre w dwóch kolejnych dniach, co zmusiło nas do odwleczenia daty wyjazdu. Mieliśmy 2 dni więcej na przygotowania, na ostatnie zakupy i plany podróży, bo trzeba przyznać, że były one dość ruchome – zależy w której części wyspy mniej padało – tam chcieliśmy pojechać. Generalnie mój pomysł był taki, że wyjedziemy na dwa kilkudniowe wyjazdy (po jednej na każdy tydzień). Pierwszy wojaż obejmował Wyspę Achill, Connemarę i Wyspy Aran z kolei drugi to Półwysep Dingle i Ring of Kerry. Zaczęliśmy środowego ranka z pozycją numer 1.

Powrót na Wyspę Achill

Byłem tam niespełna 2 miesiące temu i bardzo dobrze wiedziałem, że prędzej czy później na Achill powrócę. Okazja nadarzyła się bardzo szybko, zresztą chciałem tam raz jeszcze zawitać gdyż poprzedniego razu nie udało nam się zobaczyć jednej, bardzo charakterystycznej rzeczy. Jako, że w lipcu wycieczka skonstruowana była na styl typowo rodzinny, co wiązało się raczej ze spokojnym wypoczynkiem, to też tym razem marzyło mi się pójście troszeczkę w innym kierunku, bardziej wyczynowym, być może z większą dawką ryzyka, chciałem wchodzić w miejsca, w które nie dało by się wejść z 2 letnim dzieckiem. Jednym z takich właśnie miejsc była wizyta na klifach, ogromnych klifach, drugich co do wielkości w Europie, mierzących aż 668 metrów. Na Croaghaun Cliffs można się dostać z Keem Bay, czyli z ostatniej plaży na wyspie, z plaży przy której kończy się  droga R319. Ale może po kolei.

Na Achill dojechaliśmy bardzo spokojnie, znałem dobrze trasę i w momencie wyjazdu z Longford na miejscu byliśmy po około 3 godzinach. Nie spiesząc się mijaliśmy kolejno Ballaghadereen, Swinford, Castlebar i Newport. Niebo nad głowami nie napawało nas optymizmem, parę razy wpadaliśmy w deszcz i co gorsze, chmury wydawały nam się intensywniejsze w momencie zbliżania się do celu. Myśleliśmy, że może nam to trochę pokrzyżować plany aczkolwiek cały czas wierzyliśmy w poprawę, mieliśmy nadzieję, że deszcz się nad nami zlituje i jeśli już sobie popada, to będzie to robił bardzo rzadko...

Czytaj więcej na www.wrobles.pl

Adrian "Ćwirek" Wróbel

Jestesmy na Facebooku

Prognoza pogody:

kliknij w obrazek aby zobaczyć szczegóły

 

Statystyki Galway.pl

1'701 osób średnio odwiedza nas codziennie
52'000 osób średnio odwiedza nas miesięcznie
5 min i 6 sec średnio użytkownik spędza na naszej stronie

zainteresowany reklamą? kliknij tutaj <-

Użytkownicy online

Naszą witrynę przegląda teraz 110 gości