Wt05222012

Last update12:00:00

Wędrówka po Inis Mór

Wyspy Aran od zawsze uchodziły za bezkompromisowe. Są symbolem surowości, próżno tam było szukać wygód, pogoda z reguły nie rozpieszczała a ludzie, których los rzucił w to miejsce uchodzili za twardych i zaradnych. Na co dzień mówi się tam językiem gaelickim, co czyni arańskie wyspy jeszcze bardziej irlandzkie, dodając im niepowtarzalnego klimatu i uroku.Jakby potwierdzeniem tego stwierdzenia, że Wyspy Aran czasami dosyć szorstkie są dla ludzi, było nasze nań przybycie. Opętańczy deszcz i porywisty wiatr sprawiły, że nie łatwy i trudny dla nas to był początek. Noc, którą dane nam było przeżyć okazała się nocą z dreszczykiem emocji, nocą nie dającą snu szybkiego, łatwego i przyjemnego. Trzeba się było nacierpieć aby ją pokonać.

Legowisko zostało wybrane przypadkowo, to gdzie będziemy leżeli ważyło się do samego końca. Po przebudzeniu się nad ranem i po wychyleniu naszych szacownych facjat okazało się, że spaliśmy w plątaninie kamiennych murków, w towarzystwie rozsianych na podłożu wapiennych skał, na jednym z  poletek (pastwisk?), które połączone ze sobą dawały wielką przestrzeń, w oddali wdzięczyła się latarnia morska a na horyzoncie szumiał ocean. Zdaliśmy sobie sprawę, że będąc tak blisko wody niemożliwością było aby nie wiało. A zatoka Galway znana jest z tego, że nawiedzają ją częste wiatry i zmiany pogody są tam na porządku dziennym. Aran Islands swoim  położeniem (u wejścia do Galway Bay) powodują, że wiatr wiejący znad Atlantyku na początku, zanim dotrze do zatoki trafia w te trzy wyspy. Niemniej jednak po wyjściu z namiotu, o ile jakiś był, to w porównaniu z nocą raczej delikatny. W oczy rzucał się surowy krajobraz, który nas otaczał i cisza przerywana tym lekkim szumem wiatru. Niebo niby w całości zachmurzone ale deszcz się nad nami litował. Była godzina 8 i mieliśmy osiem godzin na odkrywanie Inishmore. Złożyliśmy namiot i zaczęliśmy wracać do głównej drogi, którą poprzedniego wieczoru tak dzielnie maszerowaliśmy. Zanim do niej dotarliśmy zrobiliśmy sobie postój przy wyżej wymienionej latarni.

Latarnia i ruiny zameczku, które okazały się być tak zwaną Dun Arann Signal Tower a nie żadnym zameczkiem, wydały się o wiele mniej straszne niż to miało miejsce wczoraj. Przede wszystkim okazało się, że nikogo tam nie ma, że nikt w latarni nie urzęduje. Ruiny jak to ruiny, sporo zakamarków, poobrywane przez czas mury, kamienie leżące w korytarzach, wąskie przejścia i niestety troszkę śmieci. Główna bryła była w miarę dobrym stanie, wysoka na parę metrów, w kształcie prostopadłościanu. Wieża Sygnałowa została zbudowana w 1799 roku i służyła do ostrzegania zachodniego wybrzeża Irlandii przed inwazją ze strony Hiszpanów bądź też Francuzów.  Całą tę posiadłość otaczał 2 metrowy mur, który połączony był z innymi, mniejszymi murkami, ciągnącymi się w nieskończoność. Latarnia pracowała bardzo krótko, swój debiut miała 18 maja 1818 roku. Pomimo, że stała w najwyższym punkcie na wyspie nie spełniała swojego zadania. Była źle ustawiona i statki płynące na oceanie nie były w stanie jej odpowiednio zauważyć.

Czytaj więcej na www.wrobles.pl

Adrian "Ćwirek" Wróbel

Jestesmy na Facebooku

Prognoza pogody:

kliknij w obrazek aby zobaczyć szczegóły

 

Statystyki Galway.pl

1'701 osób średnio odwiedza nas codziennie
52'000 osób średnio odwiedza nas miesięcznie
5 min i 6 sec średnio użytkownik spędza na naszej stronie

zainteresowany reklamą? kliknij tutaj <-

Użytkownicy online

Naszą witrynę przegląda teraz 111 gości i 9 użytkownik 
  • marti
  • tomi
  • patrykmaks
  • Oliv1
  • olivierek12
  • Daniel
  • djteusz6666
  • asafi
  • marta1657